Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogi. Pokaż wszystkie posty

11 sie 2009

Jakie jest dziś życie kobiet w Iraku

„Na początku wiele z nas miało wielkie nadzieje. Nie podobali nam się obcy żołnierze na ulicach, ale cieszyłyśmy się, że nie ma już Saddama. Gdy tylko cały ten chaos i grabieże nieco się uspokoiły, kobiety jako pierwsze zaczęły się organizować. Lekarki i prawniczki za darmo oferowały pomoc innym kobietom. Rozpoczęłyśmy dyskusję polityczną i próbowałyśmy naciskać na Amerykanów i Brytyjczyków. Ale Amerykanie przysłali do Iraku ludzi, którzy nie chcieli rozmawiać z kobietami. Jednym z nich był wysłannik prezydenta Paul Bremer. Mimo amerykańskiego oporu Irakijkom udało się doprowadzić od stworzenia kontyngentu kobiecego. Chciały organizować spotkania i konferencje z licznymi uczestnikami oraz tworzyć nowoczesne centra kobiet – tak wyobrażały sobie swoją misję. Myślisz, że ktokolwiek przyszedł odwiedzić te centra?” - mówi Leila, działaczka na rzecz praw kobiet wciąż mieszkająca w Iraku.
Wprawdzie to bombardowania dzielnic mieszkaniowych przyniosły ogromną liczbę zabitych, ale Irakijczycy ginęli także od kul amerykańskich i brytyjskich żołnierzy. Zdarzało się, że w pobliżu punktów kontrolnych zabijano całe rodziny; wiele osób poniosło śmierć, ponieważ nie wiedziały, że wkraczają na obszar zakazany. Istnieją liczne dokumenty potwierdzające fizyczne napaści na kobiety w punktach kontrolnych lub podczas rewizji w domach. Kilka Irakijek, z którymi rozmawiałam, opowiadało o werbalnych i fizycznych groźbach, o tym, że w czasie kontroli spotykały się z przemocą ze strony żołnierzy. Aby zmusić podejrzanych o udział w rebelii do złożenia broni, siły amerykańskie uciekały się do aresztowań ich żon, sióstr i córek [1], traktując je w efekcie jako zakładniczki i używając jako karty przetargowej. Z podobnymi zatrzymaniami zaczęło wiązać się poczucie wstydu. Wypłynęło coraz więcej dowodów gwałtów i tortur, kobiety zaś stały się potencjalnymi ofiarami zbrodni w obronie honoru.

Organizacje kobiece gromadzą również materiały dokumentujące islamską przemoc wobec Irakijek, obejmującą przypadki oblewania twarzy kwasem oraz rozmyślnych zabójstw. Według doniesień z 2003 r. wiele kobiet w Basrze zmuszono do noszenia chusty; ograniczeniu uległa także ich swoboda ruchu, ponieważ mężczyźni zaczęli je prześladować, a nawet do nich strzelać.

Bez względu na wiek Irakijki muszą dziś podporządkować się kodeksowi regulującemu kwestie stroju, a gdy wychodzą z domu, muszą zachować szczególną ostrożność. Suad, matka czworga dzieci, niegdyś księgowa, mieszka w Bagdadzie w dzielnicy, która do czasu sekciarskich zabójstw w 2005 i 2006 roku pozostawała kulturowo różnorodna: „Przez długi czas się opierałam, ale w zeszłym roku zaczęłam nosić hidżab, kiedy kilku islamskich milicjantów nastraszyło mnie tuż przed domem. Sterroryzowali całą okolicę, zachowując się, jakby to oni stanowili władzę. I faktycznie kontrolują cały ten teren. Nie ma nikogo, kto odważyłby się im przeciwstawić. Kilka miesięcy temu rozrzucili w dzielnicy ulotki, grożąc nieposłusznym, a kobietom nakazując pozostanie w domu”.Żądania islamistów nie ograniczają się już do przestrzegania kodeksu dotyczącego ubioru, lecz obejmują także segregację płciową na uniwersytecie. Mimo liberalnej i wolnościowej retoryki Amerykanów i Brytyjczyków – a właściwie częściowo właśnie z jej powodu – kobiety zostały zepchnięte w cień i zamknięte w domach. Te, które zajmują się działalnością publiczną (lekarki, nauczycielki akademickie, prawniczki, aktywistki NGO i polityczki), są nękane groźbami i stanowią cel dla zabójców. Atmosferę pogarszają dodatkowo gangi porywające kobiety dla okupu, w celach seksualnych lub po to, aby sprzedać je jako prostytutki zagranicę.
Nic w tym dziwnego, że wiele kobiet, z którymi rozmawiałam, tęsknie spogląda w przeszłość.
więcej : Le Monde Diplomatique
Pisze na ten temat też na swoim blogu Hanna Sasiada

21 maj 2009

Uderz w stół ....

... a nozyce się odezwą.

Używając sformułowania jednego z naszych popularnych publicystów odezwało się "Polactwo".

W zamyśle komentarze miały nie być moderowane, ale jak to u nas bywa, dyskusja rozpoczęła się od inwektyw pod moim adresem. Panienki się oburzyły. Panienkom się śni wielokulturowość w Polsce. A mi się nie śni. Skutki tego już można zaobserwować w Anglii, Niemczech, Holandii... A może by tak jeszcze prawo szarii wprowadzić, albo swoisty kodeks honorowy? A nasi sędziowie mają uznawać, że to taka tradycja etniczna, i "podejrzaną" córkę, czy żonę będzie można zabić prawie bezkarnie?

Odpowiadając w ten sam sposób, jak one to robią - czy jeden/jedna niemądra Polak / Polka, która w miejscu publicznym obrzuci Polkę w hijabie inwektywami upoważnia kogoś do nazywania wszystkich rasitami i ksenofobami?

Niektórzy niestety nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Gdzie napisałam, że nie znoszę muzułmanów? Gdzie jest napisane, że agitacje odbywają się na Naszej Klasie? W jednej z notek podaję link do sztandarowego projektu agitatorskiego - i aby mnie częstować róznymi epitetami, może by się skupić nad czytanym tekstem, albo przestać udawać, ze nie wie się o co chodzi :D. A może by tak poczytać odpowiedzi "imamek" polskich na niewygodne pytania i dopiero się wypowiadać? Nie dociera, że nie piszę o kobietach urodzonych w tej wierze, tylko o nadgorliwych neofitkach polskich?

A jeśli chodzi o krytykę - czy coś w tym złego? Czy oznacza to, że nowym muzułmankom wolno krytykować wszystko - europejskie standardy, chrześcijańską i żydowską wiarę, sposób ubierania, ale już ich to nie? A poza tym tego bloga też nie musi czytać ktoś, kto to uważa za bzudy, ksenofobię, a mnie za furiatkę.
Czy może mi ktokolwiek zabronić mieć własne zdanie na temat ich "działalności"? Nie jesteśmy w kraju muzułmańskim na szczęście.