20 lis 2012

20 listopada

Od rana rakiety na Izrael lecą cały czas; do południa na samo miasto Ber Sheva z Gazy wystrzelono ponad 30 rakiet, ogółem do 13-tej naszego czasu na Izrael spadło 78 rakiet - Iron Dome przechwyciły 28.

Izrael po raz kolejny zrzuca tysiące ulotek na Gazę ostrzegających o nalotach.

Rakieta spadła w pobliżu Jerozolimy i Bethlehem.

Izrael cały czas bombarduje cele w Gazie.

Cahal wzywa mieszkańców w pólnocnej Gazie do opuszczenia domów, a Haniye rozkazuje ludności cywilnej nie opuszczać swoich domów...

Z Syrii raz na 2-3 dni pociski trafiają w izraelskie jeepy wojskowe.

Lieberman na konferencji:


Jeśli będzie rozejm - będziemy zadowoleni... jeśli nie będzie - idziemy naprzód...

Podkreślił, ze Izrael rozpoczął tę akcję mając 3 cele: zniszczenie rakiet faraj, co zostało osiągnięte, wzmocnienie zastraszenia, co zostało osiągnięte, i zapewnienie spokoju, co tymczasem jeszcze nie zostało osiągnięte.
"To Hamas poprosił o rozejm, a nie Izrael i na prośbę Egiptu odłożyliśmy wejście do Gazy na 24 godziny...

 Hamas to terror bezpieczeństwa  a Abbas to terror państwowy .. Abbas nie potępił nawet jeden raz ostrzeliwania Izraela, ale za to lata po całym świecie i oskarża Izrael o czystkę etniczna...Abbas żyje tylko dzięki nam", powiedzial Lieberman, "nie dzięki sobie, nie dzięki otaczającym go, nie dzięki Hamasowi... Abbas żyje dzięki nam, bo jeśli my nie dawalibyśmy mu ochrony, to już by go nie było... ale jest w Autonomii dostatecznie dużo ludzi wykształconych na Zachodzie, ludzi naprawdę umiarkowanych, którzy mogą przejąć stery władzy w Autonomii."

O 21-szej przedstawiciel Hamasu oświadcza: Nie będzie zawieszenia ognia dzisiaj w nocy...
Po obu stronach są ranni i zabici

Tak w Gazie postępuje Hamas z podejrzanymi o kolaborację z Izraelem:







A tak pokazuje ofiary:












19 lis 2012

Polityczna poprawność mediów światowych, strach, czy zakłamanie?





Wobec powszechnego twierdzenia mediów, w szczególności arabskich, że to Izrael rozpoczął bombardowanie Gazy, krótka kronika faktycznych wydarzeń:

11 listopada


W ciągu 24 godzin z Gazy wystrzelono ponad 95 rakiet na południowy Izrael: Sderot, Ashkelon, Beer Sheva, Kiryat Malachi, Gan Yavne, Otef Gaza....
Milion Izraelczyków siedzi w schronach, odwołane zajęcia w szkołach, są ranni, ludzie w szoku przyjmowani są do szpitali
Izrael rozpoczął obronę kraju i swoich obywateli– bombarduje cele terrorystów arabskich w Gazie, Iron Dome przechwytują większość rakiet, skierowanych na miasta i tereny zabudowane.

12 listopada 


Ilość rakiet wystrzelonych na Izrael z Gazy – ponad 140.
Arabowie coś bełkocą o rozejmie, nie przestając wysyłać rakiet.

14 listopada


Ahmed Jabari , naczelny przywódca terrorystów z Hamasu oraz jego syn zostali zabici w czasie nalotu lotnictwa izraelskiego. Jabari był jednym z najważniejszych dowódców terrorystycznej organizacji Hamas. W przeszłości za działalność terrorystyczną był więziony przez władze Autonomii Palestyńskiej, ale został dosyć szybko zwolniony. W izraelskim więzieniu spędził 13 lat jeszcze jako terrorysta Fatahu.
 Jabari kierował akcją przejęcia władzy w Strefie Gazy, kiedy Hamas wydał krwawą wojnę konkurencyjnemu Fatahowi. Brał też udział w porwaniu izraelskiego żołnierza Gilada Szalita (Gilad spędził w niewoli Hamasu ponad 5 lat), a także pokazał się podczas jego zwalniania, które nastąpiło w zamian za wypuszczenie ponad 1000 arabskich terrorystów z izraelskich więzień. Jabari jak ognia unikał wystąpień publicznych.
Bombardowanie Gazy rozpoczyna kampanie likwidacji organizacji terrorystycznych w Gazie.  Zniszczono m. in. wyrzutnię rakiet Faraj, składy broni, wyrzutnie, kwatery dowództwa... 
Nie ma zajęć w szkołach, nieczynne kina, teatry, wszyscy mieszkańcy południa Izraela muszą się znajdować w pobliżu schronów lub zabezpieczonych miejsc, nie wolno przebywać na otwartej przestrzeni, do pracy idą tylko ci, których praca jest konieczna ze względu na sytuację w kraju... 
Zginęło też 9 innych terrorystów.
Rząd Izraela na posiedzeniu postanowił, że działania  będą prowadzone w kierunku zniszczenia infrastruktury terrorystów w Gazie, w celu poprawienia  bezpieczeństwa  mieszkańców południa Izraela.
14 listopada spadło z Gazy ok. 83 rakiet.

15 listopada


USA publicznie ogłosił swoje zdanie nt. wydarzeń w Izraelu: Izrael ma prawo do obrony kraju i swoich obywateli oraz , że to Hamas jest odpowiedzialny za to co teraz tam się dzieje.
Ambasador USA przy ONZ Susan Rice -" Nic nie usprawiedliwia przemocy Hamasu i innych terrorystycznych organizacji wobec izraelskiej ludności."
Po  oświadczeniu B. Obamy pojawiają się kolejne, lakoniczne  oświadczenia rządów europejskich o prawie Izraela do obrony.
"Całkowicie potępiam ataki rakietowe na południe Izraela prowadzone ze Strefy Gazy przez Hamas i inne ugrupowania zbrojne - oświadczył szef brytyjskiej dyplomacji. Ataki te jego zdaniem "tworzą sytuację niemożliwą do zaakceptowania dla izraelskiej ludności cywilnej", która "ma prawo do życia bez obaw przed atakami z Gazy" - podkreślił.
Rakiety z Gazy spadają coraz bliżej Tel Aviwu.
 3 osoby w Izraelu zabite, 6 rannych.
Taqija rozkwita: przedstawiciel Arabów z Gazy w ONZ powiedział  ze Israel bombarduje ich, ponieważ Autonomia postanowiła wnieść prośbę  o uznanie Autonomii Palestyńskiej jako państwa obserwatora...
IDF rozrzucił nad Gazą ulotki i wykonał ponad 20 tysięcy telefonów, żeby ostrzec ludność cywilną w Gazie, trzymać się z daleka od Hamasu i innych organizacji terrorystycznych i ich pozycji, bo narażają się na bombardowanie...
13 zabitych i ok. 100 rannych w Gazie... Izrael przechwytuje większość rakiet.
W sumie na Izrael wystrzelono z Gazy ponad 250 rakiet, Izrael zniszczył 350 celów Hamasu, zestrzelił 130 rakiet.
Izrael przystąpił do mobilizacji rezerwy IDF.

16 listopada


Do 10 rano około 50 rakiet wystrzelono na Izrael.
Na prośbę Egiptu, Izrael zgodził się na 3-godzinną przerwę w bombardowaniu, na czas pobytu delegacji egipskiej w Gazie. W trakcie tej wizyty wystrzelono na Izrael 20 rakiet. 
Rakieta hamasowska spadła w pobliżu Jerozolimy ...
W Izraelu trwa dalsza mobilizacja rezerwistów.
Bilans rakiet z Gazy od 10 listopada: ponad 500.

17 listopada



Zburzono budynek MSW  Hamasu. Bombardowano tzw. Philadelphia route - pas przygraniczny z Egiptem, znany z siatki tuneli do szmuglowania broni do Gazy oraz  budynki rządowe, domy hamasowców, główną kwaterę Ismaila Haniye, która była główną kwaterą rzadu hamasowskiego, dom przywódcy północnego komanda Hamasu, Ahmeda Randora .
 Lotnictwo uderzyło w 200 celów, w tym ponad 120 podziemnych wyrzutni rakiet i ponad 20 tuneli szmuglerskich w Rafijah. 
Hamas chce rozejmu, pod warunkiem, że Izrael przestanie ich bombardować (nieza przestając oczywiście wysyłania rakiet na Izrael).
Cahal do tej pory zrzucił na Gazę ponad 200 000 ulotek  ostrzegających mieszkańców Gazy nie trzymać się w pobliżu "bojowników" Hamasu i innych organizacji terrorystycznych i ich pozycji, bo jest to niebezpieczne dla ich zycia. W ulotkach podkreśla się, ze Hamas wciąga cały region w przemoc i Cahal jest przygotowany do obrony obywateli Izraela, aż osiągnie się znów spokój w rejonie.
W ciągu 4 dni operacji amud anan wystrzelono na Izrael 492 rakiety, a nie jak twierdzi Hamas 900.

18 listopada


Rakiety nadal lecą na Izrael, mimo, że Hamas mówi o rozejmie. Do 17-tej wystrzelono z Gazy ponad 100 rakiet.
Izrael mówi, że jak długo nie przestaną strzelać z Gazy, nie ma mowy o żadnym rozejmie.
Izrael wysyła do Gazy żywność i lekarstwa.

19 listopada


Zaatakowano około 80 pozycji wyrzutni rakiet, tuneli szmuglerskich, baz treningowych na obszarze całej Gazy, zniszczono kilka stacji policji hamasowskiej i zlikwidowano parę grup przygotowujących się do wystrzelenia rakiet na Izrael.
Izrael stawia warunki rozejmu:

- zawieszenie broni na co najmniej 15 lat...
- natychmiastowe zaprzestanie szmuglu i transferu broni do Gazy
- natychmiastowe przerwanie ostrzeliwania Izraela przez wszystkie ugrupowania terrorystyczne w Gazie i zakończenie atakowania żołnierzy stacjonujących przy granicy z Gazą 
- prawo Izraela do ścigania terrorystów w razie ataku lub informacji o bliskim ataku
- przejście Rafijah pomiędzy Gazą a Egiptem będzie otwarte, ale przejścia miedzy Gazą a Izraelem będą zamknięte
- politycy egipscy, z Morsi na czele, będą gwarantami jakiegokolwiek porozumienia o zawieszeniu broni .

Egipt zamknął swoje przejścia graniczne z Gazą i nie wpuszczą uciekających przed hamasowskimi rządami zwykłych ludzi.
Z Gazy cały czas lecą rakiety.
Tymczasem Taqija islamska rozkwita: wykorzystują zdjęcia z maskary z Syrii, a nawet z masakry którą urządzili po zamachu terrorystycznym w kawiarni w Jerozolimie - pokazując zmasakrowanych Izraelczyków jakoby to byli Arabowie w Gazie. Swoim ludziom w przemówieniach wmawiają, że to Izrael pierwszy zaatakował.

______________________________________________________________________________________________________


Media dość skrzętnie powtarzają islamskie kłamstwa - obwiniają oczywiście Izrael o te wydarzenia . Tylko nikt nie mówi, że Izraelczycy z południa połowę życia spędzają w schronach, nikt nie pisze o rakietach sunących na Izrael  permanentnie, nikt nie pisze o szoku, depresjach, a nawet chorobach psychicznych ludzi, którzy tam żyją. Za to pseudo-dziennikarki i ekspertki polskie o arabskich nazwiskach skrzętnie powtarzają wszystkie kłamstwa terrorystów. Nawet powierzono in stanowiska np.. korespondentki PAP....


Dotychczas na Izrael spadło ponad 900 rakiet...
Golda Meir dawno temu powiedziała: "Pokój nadjedzie, gdy Arabowie pokochają swoje zieci bardziej, niż nienawidzą nas" (Żydów).





Na podstawie bezpośrednich relacji Izraelczyków

26 wrz 2012

Nie mów "dżihad", bo urazisz muzułmanina

Takie są wytyczne w Unii Europejskiej. Słowo "dżihad" oraz wyrażenie "islamski fundamentalista" mają zniknąć ze słownika eurokratów. W UE będzie obowiązywał leksykon, w którym wyjaśniono, jak mówić, by nie urazić muzułmanina.

Jak donosi "Daily Telegraph", Bruksela wydała nawet w tym celu specjalny podręcznik dla urzędników UE. Po co? Ano po to, żeby żaden z nich w oficjalnej wypowiedzi nie połączył choćby nieświadomie islamu z terroryzmem. W przypadku wypowiadania się na tematy związane z atakami terrorystycznymi albo wojną z terroryzmem należy unikać jak ognia używania ofensywnego słownictwa - brzmi jedno z zaleceń.
Ze słownika można dowiedzieć się np., że dżihad to dla muzułmanów nie tyle święta wojna z Zachodem, co wewnętrzna walka dobra ze złem, w której zwyciężyć powinny nakazy Koranu. Zamiast "islamski terroryzm" eurokraci mają mówić "terroryści, niesłusznie powołujący się na islam" (w oryginale: "terrorists who abusively invoke Islam" - co jeszcze wyraźniej podkreśla ową "niesłuszność" łączenia ich z islamem niż w przypadku mojego tłumaczenia).
Jak tłumaczą pomysłodawcy, źródłem jest tu nie tyle obsesyjna poprawność polityczna, co po prostu dbałość o bezpieczeństwo UE w obliczu zagrożenia terroryzmem. Dzięki złagodzeniu słownictwa muzułmanie nie będą czuli się w Europie tak bardzo wyobcowani - twierdzi jeden z brukselskich oficjeli na łamach "Daily Telegraph". Z kolei w "Dzienniku" jeden z rzeczników Komisji Europejskiej mówi, że to zalecenie jest częścią inicjatywy mającej zapobiec radykalizacji wśród muzułmanów, zwłaszcza młodych.

Na leksykonie eurokratów suchej nitki nie pozostawia za to John Midgley, współtwórca brytyjskiej organizacji Kampania Przeciw Politycznej Poprawności (również wypowiedź z "Dziennika"):
To jedynie kolejny przykład tego, że Unia Europejska jest nie tylko przesadnie politycznie poprawna, ale także oderwana od rzeczywistości. Przywódcy Wspólnoty żyją chyba na innej planecie niż reszta z nas.

Na jakiej planecie żyje w takim razie przewodniczący Komisji Europejskiej, Jose Manuel Barroso, który z jednej strony bronił papieża Bendykta XVI, kiedy ten dość ostro wyraził swoje poglądy na temat muzułmanów, a z drugiej aprobuje kodeksy politycznej poprawności?

Pardon.pl

10 cze 2012

Die Welt o Polsce

Fragment z artykułu "Die Welt" -"Wreszcie: Polska świętuje swoje ME"  

"...Od niedawna Warszawę z Berlinem łączy autostrada, a przez Berlin - z zachodnią Europą. Kilka dni wcześniej oddano do użytku bezpośrednie szybkie połączenie kolejowe między Berlinem a Gdańskiem; pociąg kursuje raz dziennie.
....
Czy islam jest elementem kultury niemieckiej? Gdyby nie Polska, dzisiaj powiedzielibyśmy: tak. W 1683 roku wojska tureckie dotarły aż do murów Wiednia, cesarz uciekł, Niemcy byli pełni trwogi. Gdyby nie polski król Jan Sobieski, który ze swymi chorągwiami husarii wyruszył na odsiecz Wiednia.
...
 Autostradom nie przypisuje się nazw. Ale mimo wszystko ten nowy odcinek drogi powinien zostać nazwany autostradą Jana Sobieskiego, który uratował Zachód...." ( za: gazeta.pl)

A teraz - kto wyruszy na odsiecz?

6 cze 2012

Niewierni nie są równi muzułmanom

Prawda o islamie

Wywiad udostępniony przez portal  Euroislam.pl 


Andrew Bostom
Wafa Sultan, odważna i wnikliwa islamska myślicielka, wzięła niedawno udział w dyskusji z szejkiem Omarem Bakri Muhammadem. Spokojnie wysłuchała jego pobożnych poglądów, które są stuprocentowo zgodne z klasyczną doktryną dżihadu. Później w logiczny sposób wyraziła swoją opinię.
Ten trwający krócej niż 8 minut fragment filmu bez żadnych dodatkowych komentarzy jest w stanie wiele uświadomić obiektywnemu i bezstronnemu odbiorcy na temat podstaw „islamskich praktyk stosunków międzynarodowych“. Przedstawiam transkrypcję angielskiego przekładu i zachęcam do obejrzenia wideo. http://www.mrctv.org/videos/dr-wafa-sultan-exposes-islamic-values-sheikh-omar-bakri-muhammad
Prowadzący: Szejku Omarze, czym są prawa człowieka w świetle szariatu?
Omar Bakri: Szariat rozróżnia dwa rodzaje praw człowieka: dla muzułmanów i dla niemuzułmanów. Innowiercy zdecydowali, że nie zaakceptują osądów Allaha. Z tego względu nie przysługują im te same prawa co muzułmanom. Niewierni nie są równi muzułmanom. Być może ktoś się z tym nie zgodzi i oczywiście ma do tego prawo. Islam jednak dał prawa człowiekowi po to, by zaspokoić jego potrzeby i zatroszczyć się o jego prawa. Muzułmanie i innowiercy, którzy zawarli rozejm na zasadzie dhimmi są równi w zakresie praw obywatelskich. Państwo islamskie i szariat zaspokoi ich podstawowe potrzeby, takie jak potrzeba schronienia, pożywienia, ubrania, bezpieczeństwa, wykształcenia i opieki zdrowotnej, pomieważ dhimmi znajdują się pod opieką państwa islamskiego.
Jednak równość ta nie oznacza, że jesteśmy tacy sami. To prawda, że niemuzułmanie w państwie rządzonym zgodnie z szariatem nie będą mieć żadnych praw, oprócz tych, które ustanowił dla nich Allah, czyli prawa do swoich przekonań, religii, ubrań i wszystkiego, czego potrzebują obywatele niezależnie od wyznania.
Muzułmaninowi należą się jednak większe prawa i szacunek, ponieważ jest muzułmaninem, a islam jest ponad innymi religjiami, tak więc muzułmanie stoją wyżej niż wyznawcy innych religii, nigdy niżej.
Nie wierzę w równość wszystkich ludzi, ponieważ w oczach Allaha ludzie nie są sobie równi. To on zakazał nam uczynienia różnych ludzi równymi sobie. Na przykład, ja mam prawo ożenić się z chrześcijanką czy żydówką, jednak żyd nie może ożenić się z muzułmanką.
Tak właśnie jest. Nie wzywam do równości. Kiedy jadę do Wielkiej Brytanii czy Europy, nadal przysługują mi moje prawa – moje życie i własność są nienaruszalne. Życie i mienie niewierzących również podlega ochronie na mocy traktatu pokojowego, czy paktu dhimmi. Tak nakazał Allah – albo przyjmiecie taki układ, albo go odrzucicie.
Wafa Sultan: Więc kiedy przyjeżdżasz na Zachód, to uważasz, że jest to ziemia Allaha i chcesz by twoje przekonania miały tu swoje zastosowanie?
Omar Bakri: Tak.
Wafa Sultan: Chcesz dyktować rdzennym mieszkańcom europejskich krajów co im wolno, a czego nie wolno?
Omar Bakri: Zapraszam ich, by przyjęli zwierzchnictwo Allaha. Jeśli jednak tego nie zrobią i wyrzucą mnie ze swojego kraju, podejmiemy przeciw nim walkę. Stosunek między nami a nimi, to albo pakt wierzących w Allaha, albo traktat pokojowy, albo wojna. Podstawowa zasada jest tu taka, że życie i mienie innowierców są nam dostępne. Ich życie i mienie nie jest nienaruszalne. W ich własnym interesie leży zawarcie traktatu pokojowego czy traktu dhimmi z nami. W twoim własnym interesie jako osoby, która otwarcie mówi, że nie wierzy w islam, jest zawarcie ze mną traktatu pokojowego albo paktu dhimmi. Pakt dhimmi jest częścią szariatu, jednak traktat pokojowy nie czyni cię podległą szariatowi. Właśnie tak to funkcjonuje. Albo się z tym pogodzisz, albo czeka nas wojna. Naczelna zasada jest prosta: życie i mienie innowierców jest do dyspozycji muzułmanów.
Prorok Mahomet powiedział nawet: „Zostałem zesłany, by walczyć z ludźmi do momentu, kiedy nie przyznają, że nie ma boga poza Allahem i że ja jestem jego apostołem. Dlatego, jeśli powiedział, że ich życie i mienie są dla niego nienaruszalne, miał na myśli, że majątek i życie niemuzułmanów byłoby dla niego nienaruszalne pod warunkiem, że przyjęliby oni islam, albo traktat pokojowy. Tak więc pożycie z sąsiadami jest regulowane albo przez wiarę albo przez traktat pokojowy, traktat dhimmi, albo jest się w stanie wojny. Tak właśnie przedstawiają się podstawowe relacje między muzułmanami a niewiernymi.
Prezenter: Dziękujemy szejkowi za wypowiedź, która mimo, że długa, pozwoliła nam poznać całościowy obraz sytuacji. Pani doktor, prosimy o komentarz.
Wafa Sultan: Uważam, że tę wypowiedź powinno się zapisać. Szejk tak szczerze i przejrzyście opisał doktrynę islamu, że właściwie nie pozostawia mi pola, by obnażyć ohydną prawdę. Amerykańscy muzułmanie przechwalają się, że pod panowaniem islamu istnieją takie same prawa człowieka jak wszędzie na świecie. Twierdzą, że kobiety w islamie mają takie prawa jak mężczyźni, a innowiercy są równi muzułmanom. Propagują pogląd, że szariat można pogodzić z amerykańską konstytucją. Właśnie dlatego warto nagrać wypowiedź szejka, ponieważ nie próbował niczego ukryć, ale obnażył prawdę o swojej religii eksponując całą jej ohydę.
Zgodnie z nakazami szariatu, jego obowiązkiem jest walka z innymi, dopóki nie uwierzą w jego wiarę. Czy na świecie jest cokolwiek gorszego niż szariat? Czy coś równie okropnego jest narzucane ludziom siłą i przemocą? Kiedy mówimy Amerykanom, że islam rozprzestrzenił się przy pomocy miecza, muzułmanie podnoszą larum, że to nieprawda. Twierdzą, że islam rozprzestrzenił się dzięki tolerancji i wolności słowa. Chcę jednak podkreślić słowa szejka, ponieważ jest on prawdziwym muzułmaninem i zdradził nam całą prawdę o islamie nie pozostawiając żadnych niedomówień. Cały świat powinien uświadomić sobie, jakim zagrożeniem jest doktryna islamu. Powinniśmy z całą mocą walczyć z nią, ponieważ nie możemy zgodzić się na to, by ktokolwiek siłą narzucał nam wiarę w swojego boga.
Tłumaczenie: Gabbie B.
http://www.andrewbostom.org/blog/2012/05/17/sheikh-bakri-helps-wafa-sultan-educate-all-americans-on-islam/
Szejk Omar Bakri Muhammad (1958) – jeden z najbardziej znanych kaznodziei nienawiści. Był przywódcą dżihadystycznych organizacji – Hizb ut-Tahrir oraz Al-Muhadżirun. Ma zakaz wstępu do Wielkiej Brytanii. Znany m.in. z wypowiedzi, że „islam będzie urządzał Zachodowi 11 września dzień po dniu”.
Dr Wafa Sultan (1958) – Lekarz psychiatra pochodząca z Syrii; mieszka w USA. Znana komentatorka i krytyk islamu.

27 maj 2012

"Szczęśliwe" kobiety z KSA buntują się

Kobieta nagabywana przez tzw policję religijną - członków Komitetu Krzewienia Cnót i Zapobiegania Złu nagrała telefonem incydent . Krzewicielom nie podobały się jej pomalowane paznokcie.



"- Moje paznokcie to nie twój interes! Nie jesteś moim szefem i nie możesz mi mówić, czy mogę nosić lakier, czy nie. Nie macie prawa! Rząd obiecał, że nie będzie już takiego nagabywania - mówi kobieta w nagraniu. I złośliwie dodaje: My tu sobie rozmawiamy, a wideo jest już w drodze na Facebooka i Twittera."


Cytuję reakcje arabów na ten filmik za gazeta.pl:
Komentarze w arabskojęzycznych mediach społecznościowych są jednak bardzo bolesne. 12 tysięcy osób skomentowało film na YouTube, większość z nich atakuje kobietę.

- Ona nie ma wstydu - pisze jeden z komentatorów. I oskarża bohaterkę filmu o prostytuowanie się. Inni komentujący nazywają ją "zdzirą" czy "szmatą". Filmowi wystawiono ponad 7 tysięcy negatywnych opinii i tylko tysiąc dwieście pozytywnych."


Nic dodać nic ująć - dno cywilizacyjne ....

20 maj 2012

Dzień Jerozolimy

Prawda o Jerozolimie - dla kogo jest świętym miastem

23 kwi 2012

Muzułmanka o kobietach w krajach islamu - po rewolucjach

"Dlaczego mężczyźni nas tak nienawidzą?" Wstrząsający zapis niedoli arabskich kobiet


"Skoro egipski kodeks karny stanowi, że jeżeli kobieta została pobita przez swojego męża "z dobrymi intencjami", nie można wszcząć żadnego postępowania, to do diabła z poprawnością polityczną", pisze w "Foreign Policy" Mona Eltahawy. Znana egipska dziennikarka opisuje często wstrząsającą codzienność arabskich kobiet. O mężczyznach na Bliskim Wschodzie mówi bez ogródek: "Tak, nienawidzą nas. To trzeba powiedzieć".

Dlaczego pisać o opresji kobiet na Bliskim Wschodzie, kiedy akurat trwa tam "arabska wiosna"? Czemu wytykać dziury w całym, a nie celebrować tego, że w tym uciśnionym przez dekady regionie społeczeństwa w końcu zdobyły się na postawienie się reżimom, na głośne opowiedzenie się za prawdziwą demokracją i swobodami obywatelskimi?

Dlatego, że dopóki ta rewolucja - pisze w "Foreign Policy" Mona Eltahawy - nie przeniesie się sprzed pałaców obalanych tyranów na ciemne zaułki ulic i za zamknięte drzwi sypialni zwykłych obywateli - gdzie na co dzień masowo represjonowane są kobiety - o prawdziwej rewolucji nie może być mowy. Bo choć opresja na tych ulicach czy domach może nie jest tak oczywista jak ta reżimu, nie jest ona wcale mniej prawdziwa, brutalna czy godna potępienia.

Dlaczego łatwo bagatelizować ich problem

"Całe systemy polityczne i ekonomiczne traktują żeńską połowę społeczeństwa jak zwierzęta" - pisze dziennikarka, która sama określa się jako "liberalna muzułmanka". - "Wymień jakikolwiek kraj arabski, a ja wyrecytuję ci całą litanię krzywd kobiet, które są wynikiem toksycznego związku kultury i religii. (...) Jeżeli chodzi o status kobiet na Bliskim Wschodzie, nie jest wcale lepiej, niż ci się wydaje. Jest dużo, dużo gorzej".

W kolejnych częściach swojego eseju zatytułowanego "Dlaczego oni nas nienawidzą?" dziennikarka opisuje często wstrząsające przykłady represji wobec kobiet w kolejnych krajach Bliskiego Wschodu. Najbardziej skupia się na swoim rodzinnym Egipcie, choć od 2000 roku mieszka na stałe w Nowym Jorku, gdzie - jak sama pisze - łatwo się bagatelizuje problem arabskich kobiet, mówiąc, że kobiety są przecież dyskryminowane i uprzedmiotawiane na całym świecie.

Pobicie kobiety z "dobrymi intencjami"

Jak jednak stwierdza Eltahawy, fakt, że w USA nigdy nie było kobiety-prezydenta, nie jest wcale równy temu, że w Egipcie ponad 90 proc. wszystkich zamężnych kobiet - w tym matka autorki i pięć z jej sześciu sióstr - w imię skromności ma wyciętą łechtaczkę; to nie jest równoznaczne z tym, że Egipcjanki poddawane są rutynowym testom na dziewictwo czy że według tamtejszego kodeksu karnego mąż może bezkarnie pobić swoją żonę, o ile robi to "z dobrymi intencjami". "Dobre intencje" zostaną przypisane każdemu, kto nie pobije kobiety zbyt brutalnie i będzie omijał jej twarz.

Według badania Egipskiego Centrum Praw Kobiet z 2008 roku ponad 80 proc. Egipcjanek doświadczyło molestowania seksualnego, podczas gdy ponad 60 proc. mężczyzn przyznało się do wykorzystywania kobiet. "Mężczyźni na Bliskim Wschodzie nienawidzą kobiet. Trzeba to powiedzieć" - twierdzi dziennikarka, która jako uczestniczka demonstracji na placu Tahrir w Kairze sama doświadczyła molestowania seksualnego.

Niech spłoną, skoro nie ubrały się odpowiednio

Żaden z krajów arabskich nie dostał się nawet do pierwszej setki zestawienia Światowego Forum Ekonomicznego na temat równości płci na świecie. Cały region znajduje się dokładnie na szarym końcu. I nie ma znaczenia, czy mowa o krajach biednych czy bogatych. Tak samo jak w targanym kryzysami finansowymi Egipcie kobiet nienawidzą także w bogatej w ropę Arabii Saudyjskiej - pisze Eltahawy. Nienawidzą ich tak bardzo, że w 2002 roku pozwolono spłonąć żywcem 15 dziewczynkom - podczas pożaru w szkole w Mekce "policja moralności" uniemożliwiła im ucieczkę z płonącego budynku, a strażakom - pomoc uczennicom. Wszystko dlatego, że dziewczynki nie nosiły się wystarczająco skromnie. Nikogo za to nie ukarano.

W Jemenie wcale nie jest lepiej, choć tamtejsze kobiety mogą przynajmniej prowadzić samochód. Tam problemem jest wydawanie za mąż dzieci. Małżeństwo to zresztą jedyny dla kobiety sposób na życie w kraju, w którym 55 proc. kobiet nie potrafi pisać ani czytać, a 79 proc. nie ma żadnego udziału w rynku pracy. Poglądu na sytuację nie zmieniły wstrząsające doniesienia na temat śmierci 12-latki podczas porodu. Jak można się temu sprzeciwiać, skoro przecież druga żona samego Mahometa była dzieckiem, kiedy mu ją wydawano - kwituje gorzko dziennikarka.

Jakie będzie lato po "arabskiej wiośnie"?

Co zatem "arabska wiosna" przyniesie mieszkankom Bliskiego Wschodu? Bardzo możliwe, że niewiele albo wręcz nic. W postrewolucyjnej Libii pierwszą rzeczą, jaką obiecał tamtejszy tymczasowy rząd, było zniesienie restrykcji dotyczących poligamii. Jak jednak zaznacza Mona Eltahawy, Muammar Kaddafi wcale nie był lepszy. Za jego czasów kobiety, które padały ofiarami gwałtu czy podejrzewane były o niemoralne prowadzenie się, zamykano w "społecznych ośrodkach rehabilitacyjnych" - faktycznych więzieniach - których nie mogły opuścić, chyba że jakiś mężczyzna zgodził się je poślubić albo rodzina wziąć je z powrotem.

W Tunezji - określanej jako przyczółek tolerancji w regionie - zwycięska w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych islamistyczna Partia Odrodzenia obiecała respektować Kodeks Statusu Osobistego z 1956 roku, który zakłada równość kobiet i mężczyzn jako obywateli. Mimo to wiele Tunezyjek na uniwersytetach i nie tylko w ostatnich miesiącach doświadczało okrutnych szykan w związku ze swoim "nieodpowiednim" stylem ubierania się. Nadal nie wiadomo, jak prawo islamskie wpłynie na oficjalną strukturę prawną kraju.

"Chcą nas uciszyć, ale nigdzie nie pójdziemy"

W Egipcie ostatnie wybory parlamentarne wygrały Bractwo Muzułmańskie i salafici, którzy "dalej tkwią w VII wieku". "Salafici na zdjęciach swoich kobiecych kandydatek do parlamentu w miejscach ich twarzy umieścili kwiaty. Bo kobiet nie powinno się widzieć ani słyszeć" - konstatuje z goryczą dziennikarka. I dodaje: "A przecież jesteśmy w trakcie rewolucji! Rewolucji, w czasie której kobiety walczyły i ginęły jak mężczyźni, były wykorzystywane seksualnie, aby wypędzić z kraju patriarchę numer jeden - [Hosniego - przyp. red.] Mubaraka - podczas gdy tylu pomniejszych zostało, aby dalej nas gnębić".

Co można z tym zrobić? Mona Eltahawy podkreśla, że za rewolucją polityczną musi przede wszystkim iść rewolucja społeczna, kulturowa i seksualna, aby znieść rządy wszystkich "Mubaraków". "Czy wiesz dlaczego poddają nas testom na sprawdzenie dziewictwa?" - miała zapytać dziennikarkę przyjaciółka podczas demonstracji z okazji ostatniego Światowego Dnia Kobiet w Kairze. "Bo chcą nas uciszyć. Chcą, byśmy wróciły do domów. Ale my nigdzie nie pójdziemy" - brzmiała odpowiedź.
Źródło: GW

6 sty 2012

O uboju halal

Alain de Peretti

Problem z żywnością halal przywoływany jest zawsze w kontekście cierpienia zwierząt oraz islamskiego podatku dla konsumentów.

Te problemy są oczywiście prawdziwe. Ale jest jeszcze jeden, który dotyczy nas wszystkich i powinien być wspomniany. To sprawa kluczowa – aspekt sanitarny. Pamiętajmy bowiem, że w uboju halal zwierzę zwrócone jest w kierunku Mekki, wykrwawia się nie będąc wcześniej otumanione, a jego gardło poderżnięte jest głęboko, aż do kręgów i przecięte są wszystkie narządy, wszystkie żyły szyjne i tętnica, a także tchawica i przełyk. Taka praktyka pociąga za sobą następujące konsekwencje anatomiczne i fizyczne:

1.Cofanie się zawartości żołądka przez przełyk, który jest blisko tchawicy.

2.Zwierzę zaczyna oddychać bardzo ciężko z powodu agonii, która może trwać nawet około kwadransa. Pamiętajmy, że wdycha substancje fekalne, obfitujące w różnego rodzaju zarazki.

3.Wszystko to, co zwierzę wdycha do pęcherzyków płucnych, przenika do krwi bardzo łatwo (wraz z zarazkami), ponieważ błona tam jest cienka. Pamiętajmy również, że krew nadal krąży w ciele zwierzęcia pomimo tego stopnia agonii, a nawet wydarza się to szybciej ze względu na stres, przynajmniej jeśli chodzi o doprowadzanie krwi do kluczowych narządów.

4.Istnieje więc ogromne ryzyko zakażenia mięsa nawet głęboko w ciele.

5.Obserwujemy, także ze względu na wysoki poziom stresu, dwa fizjologiczne zjawiska, które łaczą się ze sobą: zapaść wszystkich systemów immunologicznych oraz gromadzenie się krwi w kluczowych organach; można powiedzieć, że zwierzę zachowuje swoją krew. Jest to naturalny proces chroniący przed śmiercią, który sprawia również, że zwierzę nie krwawi tak bardzo. Jest to sytuacja odwrotna w stosunku do tego, co twierdzą ludzie wykonujący tę praktykę (taki ubój ma według islamu sprawiać, że zwierzę straci jak najwięcej krwi, która uważana jest za nieczystą i nie powinna być spożywana). Tak naprawdę produkcja toksyn w organizmie zwierzęcia jest większa.

6.Wraz z trwaniem agonii pojawiają się gwałtowne konwulsje, którym towarzyszy wypróżnienie, a uryna i kał rozpryskują się po całej powierzchni rzeźni.

Wyraźnie widzimy więc konsekwencje, wpływające na stan mięsa halal spożywanego przez konsumentów. Prawdą jest, że europejskie prawo, CEE857-2004, w swoim załączniku, w rozdziale 4 zatytułowanym „Higiena rzeźni”, w paragrafie 7, linijce A mówi:

„Tchawica i przełyk muszą pozostać nienaruszone w trakcie wykrwawiania (z wyjątkiem dla rytualnego uboju)”

Problemem jest to, że według najnowszych szacunków około 50% spożywanego mięsa jest halal. A to dlatego, że nawet jeśli muzułmanie są wciąż mniejszością i nie spożywają niektórych części, nie można wyrzucić reszty mięsa. Łatwiejsze i przynoszące więcej korzyści dla przemysłu jest posiadanie jednej linii uboju, tak więc całe zwierzę zostanie skonsumowane poza rynkiem halal. Jest ono wtedy jednak uśmiercane zgodnie z tym orientalnym rytuałem.

Konkluzja:
Naruszamy świętą ideę zasady ostrożności, żeby respektować egzotyczną praktykę, która jest irracjonalna, niemożliwa do uzasadnienia pod żadnym względem. Oparta jest na średniowiecznym zabobonie, funkcjonującym do dziś. Czy w tych okolicznościach można zaakceptować ustępstwa w europejskim prawie, zazwalające na rytualny ubój? Można było z góry przewidzieć mnożenie się przypadków toksycznych infekcji – co dotknie przede wszystkim niemuzułmanów, którzy nie są świadomi ryzyka wyjętego spod kontroli prawa, ani też kulinarnych zwyczajów powodujących, że konsumenci jedzą mięso bardziej nieprzetworzone (takie właśnie spożywają muzułmanie.(p)

Autor jest francuskim lekarzem weterynarii

Tłumaczenie: Sy
Źródło: http://vladtepesblog.com/?p=41428
Oryginał francuski: http://fr.novopress.info/104433/les-risques-sanitaires-lies-a-l%E2%80%99abattage-halal-par-alain-de-peretti-docteur-veterinaire/?utm_source=feedburner&utm_medium=email&utm_campaign=Feed%3A+novopressfrance+%28%3A%3A+Novopress.info+|+Agence+de+presse+ind%C3%A9pendante%29

za: euroislam.pl - Mięso halal nie jest czyste

2 lip 2011

Czy wolno pisać, że Mahomet to pedofil?

Naukowiec z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, który takiej krytyki się dopuścił, stracił pracę na uczelni.

Dr Bartłomiej Grysa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza prowadził zajęcia z języka arabskiego. Przede wszystkim interesował się jednak wzajemnymi relacjami między chrześcijanami i muzułmanami. Podejrzewa, że to właśnie te zainteresowania sprawiły, że został zwolniony z uczelni. O jego przypadku pisał niedawno kwartalnik "Fronda".

Grysa na UAM pracował od 1998 r., uczył języka arabskiego. Wśród studentów wzbudzał kontrowersje. Na forach dyskusyjnych pisali:
"Nie wiem, co on tutaj robi, przecież jest antymuzułmański" - dziwili się jedni.

"Arabistyka nie jest i nie powinna być szkółką koraniczną" - polemizowali z nimi drudzy.

"Nikt z nas nie chce szkółki koranicznej, ale też nikt nie chce szkółki imienia Oriany Fallaci" - odpowiadali pierwsi.

W sprawie Grysy do władz UAM pisał Tomasz Miśkiewicz, mufti Muzułmańskiego Związku Religijnego. - Studenci poskarżyli się nam, że dr Grysa obraża ich podczas zajęć. Niektórzy z nich są muzułmanami, jedna studentka ma męża muzułmanina. Poprosiliśmy, by uczelnia zbadała sprawę - mówi rzecznik związku Musa Czachorowski.

Po czterech latach pracy na stanowisku adiunkta Grysa - jak każdy pracownik naukowy - mógł mieć umowę przedłużoną o kolejne sześć. Ale tak się nie stało. - List muftiego nie miał bezpośredniego wpływu na decyzję o jego dalszym zatrudnieniu - zaznacza Dominika Narożna, rzeczniczka UAM. Jak czytamy w przesłanym przez nią mejlu: "Przedłużenie umowy nie miało miejsca, gdyż Wydział Neofilologii UAM nie przedstawił Władzom Rektorskim wniosku o dalsze zatrudnienie doktora."

Powód? Negatywna ocena. Prof. Paweł Siwiec szef zakładu arabistyki i bezpośredni przełożony Grysy, dużą część wystawionej arabiście opinii poświęca książce jego autorstwa: "Islam - prawdziwe oblicze religii pokoju'". Można w niej przeczytać m.in. o przymusowym nawracaniu na islam, kamieniowaniu konwertytów, zamianie kościołów w meczety. Siwiec zwraca uwagę na rozdział, w którym streszczona jest biografia Mahometa: "Dr Grysa obraża uczucia religijne muzułmanów nazywając Proroka islamu mordercą, skrytobójcą, pedofilem i rabusiem" - pisze. Podkreśla też, że Grysa formalnie jest językoznawcą, a jego publikacje z tą dziedziną nie miały z wiele wspólnego. - Z punktu widzenia metodologii badań humanistycznych granica naukowej krytyki jest wyznaczana przez język stosowany przez badacza - mówi Narożna. - Słowa używane przez naukowca powinny być wolne od inwektyw, emocji, pozytywnych i negatywnych, oraz pojęć afektywnie zaangażowanych.

W ostatnim czasie zakład arabistyki UAM zakończył współpracę z dwoma innymi osobami piszącymi o prześladowaniu chrześcijan przez muzułmanów: prof. Michaelem Abdallą, twórcą pracowni badań nad chrześcijaństwem Bliskiego Wschodu, i jego doktorantem. Prof. Abdalla został przeniesiony z arabistyki do instytutu językoznawstwa, a pracownię mu odebrano.

- Osób piszących na temat chrześcijaństwa Bliskiego Wschodu proszę szukać na uczelniach katolickich, kościelnych - proponuje prof. Siwiec. Prowadzi dla studentów arabistyki wykład monograficzny "Mniejszości religijne w świecie arabskim" ale podkreśla, że zajęcia dotyczące kultury nie stanowią głównego trzonu studiów. - Arabistyka to studia filologiczne. Absolwent powinien przede wszystkim gruntownie znać język - zaznacza.

- Wiedza na temat bliskowschodniego chrześcijaństwa jest istotnym elementem wykształcenia arabisty - twierdzi ks. prof. Krzysztof Kościelniak, arabista z Uniwersytetu Papieskiego. - Obiektywny opis relacji między muzułmanami a chrześcijanami na Bliskim Wschodzie jest warunkiem poprawnego dialogu. W Syrii stosunki chrześcijańsko-muzułmańskie układają się bardzo dobrze, ale to nie reguła, niestety. Gdy na przełomie lat 90. i 2000 w Sudanie zginęło 2 mln chrześcijan, Europa milczała. Niewiele robi, gdy egipski kopt zabijany jest podczas modlitwy. Czy milczelibyśmy, gdyby europejski fanatyk zastrzelił modlącego się muzułmanina? W dialogu obie strony powinny być równoprawne - podkreśla. Ks. prof. Kościelniak przyznaje jednak, że arabistom może być niezręcznie podejmować temat orientalnego chrześcijaństwa: zakłady i katedry coraz chętniej podejmują lub starają się o współpracę z krajami arabskimi.

Ale według ks. prof. Kościelniaka książka Grysy, za sprawą swoich niektórych fragmentów, staje się problematyczna: - Owszem, źródła mówią, że Mahomet skonsumował małżeństwo z dziewięcioletnią Aishą, ale nie można do tego przykładać współczesnej miary. Pedofilem musielibyśmy wtedy nazwać także Jagiełłę, którego żona, Jadwiga, była 12-latką - przypomina. - Jeżeli jednak prawdą okazałoby się, że dr Grysa i inne osoby nie mogą pracować ze studentami arabistyki tylko ze względu na swoje zainteresowania naukowe, byłoby to bardzo niepokojące. Ponadto byłoby źle, gdybyśmy obrażali się za każde niezręczne wyjaśnienie jakiegoś faktu.

- Nigdzie na wyższej uczelni nie wolno ograniczać dostępu do faktów - przyznaje prof. Jacek Hołówka, filozof i etyk. - Naukowiec ma też prawo przedstawiać poglądy, w sposób oględny, dyplomatyczny, rzeczowy wyłuszczyć argumenty na potwierdzenie swojej opinii, że Mohamet nie zasługuje na szacunek, jakim bywa darzony. Uczelnia wyższa powinna być forum swobodnej dyskusji. Każdy fakt można jednak przedstawić bez ocen, szyderstwa, agresji, epitetów.

A co na to wszystko dr Grysa? - Gdyby w sprawie któregoś pracownika uczelni interweniowała powiedzmy kuria, i ten pracownik straciłby później pracę, podniosłoby się wielkie larum o naruszeniu autonomii uniwersytetu. Dla podobnych interwencji ze strony muzułmanów jesteśmy bardziej wyrozumiali - zauważa Grysa. Od UAM niczego już jednak nie oczekuje. - Miałem pewną szansę powrotu na uczelnię. Gdy odmówiono mi nazywając mnie ideologiem, w emocjach opowiedziałem o tym znajomemu dziennikarzowi. Ale wydaje mi się, że dalsza walka nie ma sensu. Odnoszę wrażenie, że uczelni zależy przede wszystkim na świętym spokoju. Z obawy przed atakami ze strony islamskich fundamentalistów blokuje się rzetelne badania nad islamem.